Czyli jak być obiektywnym

Geneza “czepialskiej”

Geneza “czepialskiej”

Zapewne sporo z Was zastanawia się, skąd ta nazwa dla bloga. Czyżbym była wredną, sfrustrowaną małpą, której nic w życiu nie pasuje? Może po części tak jest,ale chciałabym Wam wyjaśnić to nieco dokładniej…

Od zawsze byłam Zosią – samosią. Chyba po babci, bo Ona również taka była. Jestem zdania, że nikt nie zrobi czegoś lepiej niż Ty sam, choć ważne jest by umieć to wypośrodkować. Mówię tutaj np. o budowie domu. Wiadomo, że murów za ekipę stawiać sama nie będę, bo choćbym zrobiła pod siebie to nie dam rady, ale obserwować ich pracę, oceniać postępy już mogę. Wiecie, nie dam sobie po prostu w kaszę dmuchać. Kitów mi nie wciśniecie, z resztą wiecie jak jest gdy sie kogoś zatrudnia, z każdej branży.  Nawet do prostytutki można mieć pretensje o to, że źle wykonała swoją pracę. Klient nasz Pan. I właśnie do tego chciałam dojść. Lubię nowości. Lubię testować, oglądać i sprawdzać czy coś jest warte swojej ceny. Lubię polecać. Jednak pod jednym warunkiem. Jeśli SAMA to kupiłam. Wydałam na to swoje ciężko zarobione, sprezentowane, pożyczone,  czy cholera wie jakie pieniądze. Bo wiecie jak jest…. darowanemu koniowi się w zęby nie zagląda. A nawet jeśli się zagląda to żadnej próchnicy nie widać, bo często jeszcze jest za to płacone. A po co? Robienie ludzi w ciula, prędzej czy później wyjdzie na jaw. No kurde… wyobraźcie sobie sytuacje, że polecam Wam krem do twarzy. Super fajny, super dobry ale super drogi. Wy go kupujecie, usilnie przekonani,  że ja wielkie Guru powiedziałam, że jest cudny to taki musi być… no i się zaczyna. Kasi nie pomógł. Gosi wyszły po nim pryszcze. Marta cała sie  drapie. Basia nie odczuła żadnej różnicy. Kinga też. I Magda. Nawet Stefan sobie go kupił, żeby wyglądać GLOW a tu dupa. Tak może być ze wszystkim…… a najbardziej wkurza mnie testowanie produktów dla dzieci i nawet jeśli to gówno – polecanie go. No do jasnej ciasnej, tutaj chodzi o dzieci! To im będzie niewygodnie, wyjdą im krosty na tyłku, dostaną biegunkę, zaaplikujecie im kilo cukru i innych syfów a na koniec podziękujecie mi za odkrycie. Nie. To jest dno. Dramat, makabra i co tam jeszcze Wam do głowy przychodzi. Tutaj będzie szczerze. Chłam to chłam. Dno to dno. Gówno to gówno i tyle. Nie zmienia to faktu, że będą też tutaj rzeczy które polecam. Które mi się sprawdziły, pomogły lub w jakiś sposób umiliły życie.  Z każdej dziedziny. Począwszy od kuchni, skończywszy na łóżku. No wiecie! Chodź mi o poduszki i tego typu rzeczy 😉 Będę się po prostu czepiać. Wszystkiego. Ceny, wyglądu, parametrów, pracy i jak się da polizać to smaku też! Rynek proponuje nam teraz tyle “cudów”  że paluszki aż świerzbią, żeby pomacać i napisać coś ciekawego….  Szanuje pieniądze. Swoje i innych dlatego chciałabym pokazać Wam co warto, a czego nie. Tym bardziej,  że teraz wiele firm ewidentnie robi nas w chu….a żeby tylko zarobić. Oj, nieładnie. Już ja się tym zajmę. Będę Waszą Ostoją, Waszym Żaglem i Okrętem.. Tak nawiasem to moja latorośl poszła w ślady matki czyli wszystko skrupulatnie sprawdza i ogląda, więc jak tylko będzie miała ochotę to na bank Wam coś zrecenzuje. Ona też potrafi…. ale po kolei!

Reasumując. Wkurzają mnie dzisiejsze czasy z zajebiaszczą definicją:  Sprzedać ludziom jakieś gówno, byle zarobić. Taki wał! Nie dajcie sobie wmówić, że coś jest dobre, jeśli takie nie jest, no i chyba najważniejsze… Pamiętajcie, że droższe, nie zawsze znaczy lepsze!




Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *